- Jeśli chcesz otrzymywać informacje o dodaniu kolejnego odcinka, podaj mi swoje gadu-gadu w komentarzu. Będzie mi bardzo miło :) - Zapraszam na mojego drugiego bloga: karolinka-my-life.blogspot.com - Jeżeli masz ochotę ze mną porozmawiać, podzielić się uwagami na temat bloga, itp. podaj mi swoje gadu-gadu w komentarzu. Na pewno odpiszę :)

12 lutego 2011

Odcinek 6

   Czwartek przedpołudniem:
   Chodziła w kółko po pokoju. Biła się z myślami. Jeszcze nigdy w swoim poukładanym i teoretycznie wzorowym życiu nie była w takiej sytuacji. Rozważała wszystkie za i przeciw. Czuła, że po prostu musi tam pójść.
   Podniosła leżącą na podłodze torebkę i wyjęła wymiętą kartkę z niedbale napisanym adresem. Mieszkała w tym mieście od urodzenia, ale o tej ulicy jeszcze nie słyszała. Usiadła przy biurku i włączyła komputer. Czekając, aż będzie gotowy do pracy, nerwowo stukała palcami o brzeg blatu. "A co jeśli on mnie wystawił. Jeśli napisał zupełnie zmyślony adres? Może wcale nie chciał się ze mną znowu spotkać?". Szybko odgoniła te myśli. "Gdyby nie chciał, to przecież nie wspomniałby o imprezie". Kliknęła w ikonę "INTERNET" i otworzyła wyszukiwarkę "Google". Następnie weszła w mapę swojego miasta i wpisała nazwę ulicy, która widniała na kartce. Z bijącym sercem czekała aż okno wyszukiwania się załaduje. "Jest!" uśmiechnęła się do monitora. Według mapy wskazany adres znajdował się na obrzeżach miasta. Sara nigdy nie była tam sama. Jedynie przejeżdżała tamtą drogą. Dzielnica nie cieszyła się zbyt dobrą sławą. Składała się ze starych kamienic, z których część przeznaczona była na mieszkania komunalne, zamieszkana przez, tak zwany, margines społeczeństwa.
   Sara przez chwilę wahała się, czy jest to miejsce dla niej. Jednak zaraz przypomniała sobie o Michale i wszystkie wątpliwości w jednej chwili stały się zupełnie bezpodstawne. W końcu będzie tam on. "A co jeśli nie przyjdzie?". W tym momencie poczuła, jak ogarnia ją złość na samą siebie. "Czemu ja zawsze tak się wszystkim przejmuję? Trzeba w końcu zrobić coś zupełnie spontanicznie". Uśmiechnęła się do swoich myśli, lecz nagle na jej twarzy znowu zagościł niepokój. "W co ja się ubiorę?!". Zdecydowanym ruchem sięgnęła po portfel i z entuzjazmem stwierdziła, że ma w niej całe sto złotych. Narzuciła sobie na ramię torbę i ruszyła na zakupy.

   Czwartek popołudniu:

   - Cholera - syknęła, gdy stojąc w szatni nie mogła dopiąć szarej sukienki. Zrezygnowana ściągnęła ją, ubrała się i ruszyła odłożyć cudo na miejsce. Wydawało jej się, że nic nie znajdzie i nagle ujrzała to, co naprawdę chciała mieć, a teraz okazuje się, że nie mam jej rozmiaru. Ze złości zacisnęła zęby. "Nie wierzę. Przecież musi tu być coś, co będzie nadawało się na imprezę...". Nagle jej wzrok przykuł ogromny plakat z napisem: "WYPRZEDAŻ!!! -75%!!!". "Tak!" pomyślała. Weszła do sklepu rozglądając się w poszukiwaniu upragnionego ciuszka. Jej wzrok przykuł rząd z przeróżnymi sukienkami. Podeszła do niego i zaczęła przesuwać kolejne wieszaki. Traciła już nadzieję, gdy w pewnym momencie ujrzała śliczną sukienkę. Postanowiła ją przymierzyć. Chwilę później stała już przy kasie z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Piątek, godz. 17:00:
Od samego rana nie mogła usiedzieć na miejscu. Była tak rozemocjonowana, jakby co najmniej wygrała w totolotka. Każda minuta trwała niczym sto lat. Nie potrafiła skupić na niczym swojej uwagi. Z każdą kolejną  godziną coraz bardziej się denerwowała. Zaczęło docierać do niej, że po raz drugi w tym tygodniu zamierza uciec z domu.  Spojrzała na zegar. Punkt 17. „Trzeba zacząć działać” – pomyślała.
   - Mamo…
   - Tak?
   - Nie czuję się zbyt dobrze…  Idę wziąć prysznic i położę się wcześniej spać.
   - Może chcesz jakieś leki?
   - Nie, sen mi wystarczy.
   - W takim razie dobranoc. Jakbyś poczuła się gorzej, natychmiast mi powiedz.
   - Okej. Papa.
„Łatwo poszło” pomyślała.
Chwilę potem stała pod prysznicem. Ciepłe kropelki wody spływały po jej nagim ciele. Uwielbiała to uczucie.  Wychodziła z założenia, że mogłaby spędzić tam całe swoje życie. Niechętnie zakręciła wodę i wyszła z kabiny. Owinęła się ręcznikiem i stanęła przed lustrem. Wysuszyła i rozczesała włosy, po czy wzięła do ręki lokówkę, lekko je zakręciła i spryskała lakierem. Następnie zabrała się za robienie makijażu. Niedoskonałości zakryła korektorem, na to nałożyła warstwę podkładu i odrobinę pudru. Oczy podkreśliła czarnym cieniem, kredką do oczu w tym samym kolorze a na koniec przeciągnęła po rzęsach tuszem. Ku swojemu zaskoczeniu wyglądała naprawdę ładnie. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze i delikatnie uchyliła drzwi od łazienki. Na korytarzu nikogo nie było, więc szybko pobiegła do swojego pokoju. Zrzuciła z siebie ręcznik i ubrała swoją nową sukienkę. Spojrzała do lustra, wiszącego na ścianie. Była dumna z efektu swojej pracy. Makijaż idealnie komponował się z czarną błyszczącą sukienką „bombką”. Na koniec spryskała się odrobina perfum, pomalowała usta błyszczykiem, założyła czarne szpilki i wzięła torebkę, po czym narzuciła na siebie wcześniej przygotowany płaszcz i poszła otworzyć okno. Jej pokój znajdował się na pierwszym piętrze domku jednorodzinnego. Tuż pod oknem znajdował się dach garażu. Zdjęła buty i przełożyła prawą nogę. Następnie, kurczowo trzymając się parapetu, przełożyła lewą. Ostrożnie doszła do końca i usiadła na krawędzi. Zrzuciła nogi w dół i skoczyła w dół. Jej stopy dotknęły puszystego śniegu, wywołując nieprzyjemne uczucie. Sara szybko założyła buty, po czym ruszyła na swoją pierwszą w życiu domówkę.
***
Nie mam pojęcia, czemu tekst raz jest biały, a raz szary... Wkurza mnie to. Może ktoś wie, jak to zmienić?

8 stycznia 2011

Odcinek 5

   Serce biło jej jak oszalałe. Czuła, jakby zaraz miało rozerwać jej pierś. Fale gorąca uderzały ją jedna po drugiej.W duchu modliła się, żeby jej policzki nie zmieniły swojego zwykłego koloru na czerwony. Starała się zachować obojętny wyraz twarzy, jednak wymagało to od niej dość dużego wysiłku. Jak mogła być obojętna w takiej chwili, przy takiej osobie ?
   Był jak młody bóg. Idealny. Perfekcyjny w każdym calu. Długie, proste, ciemne włosy, tak samo jak porzedniego razu, gdy go spotkała, miał związane rzemykiem w koński ogon. Luźne ubrania i oldschool'owe, rażąco-żółte buty idealnie do niego pasowały. Całość dopełniał kolczyk w prawej brwi. Musiała przyznać - był orginalny. Może to właśnie tym jej imponował? Tym, że nie bał się pokazywać swojego prawdziwego "ja". Tym, czego ona była zupełnym przeciwieństwem... Sporzała w jego czekoladowe oczy. Mogłaby w nich utonąć, rozpłynąć się na zawsze... Niespodziewanie chłopak spojrzał na nią. Zawstydzona, szybko odwróciła wzrok.Widziała go dopiero trzeci raz w swoim życiu, jednak towarzyszyło jej nieodparte uczucie, że zna go od zawsze. Pomimo że nie znała nawet jego imienia, czuła, że jest dla niej kimś ważnym. Tylko nie była pewna, kim?
   Nieznajomy usiadł na krześle w samym środku rzędu. Od Sary dzieliły go dwa wolne miejsca. Tylko dwa, a może aż dwa miejsca? Przez chwilę siedzieli w zupełnym milczeniu. Chłopak bawił się zamkiem swojej bluzy, a dla Sary nagle niezwykle interesującym zajęciem stało się obserwowanie czubków własnych butów. W tej ciszy obydwoje czuli się bardzo niekomfortowo. Nie wiedzieli, jak mają się zachować... Trwała kilka minut, ale dla nich była to wieczność.
   - Hej... - zaczął nieznajomy.
   - Cześć. - nieśmiało odpowiedziała Sara.
   - Czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy ? - uważniej przyjrzał się dziewczynie, lekko mrużąc przy tym oczy. Dziewczyna uznała to za najsłodszą rzecz, jaką kiedykolwiek widziała.
   - Nie... nie wydaje mi się. - skłamała dziewczyna. Nie była pewna czemu. Zrobiła to instynktownie, mimo że wydawało jej się to dosyć dziwne.
   - Dał bym sobie rękę uciąć, że gdzieś cię już widziałem. - zaśmiał się. Sara posłała mu delikatny uśmiech. - A tak wogóle, to jestem Michał. - wyciągnął rękę w jej stronę.
   - Sara. - ponownie się uśmiechnęła i uścisnęła jego dłoń.
   - Więc... czemu tu jesteś ?
   - Długa historia. - nie czuła potrzeby opowiadania mu o swoim podłym życiu. Nie chciała sobie psuć nastroju, który znacznie się poprawił, gdy Michał wszedł do poczekalni.
   - Rozumiem. - nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że on ją naprawdę rozumie.
   - A ty ? Czemu tu jesteś ?
   - Długa historia. - zaśmiał się chłopak, na co ona odpowiedziała tym samym. Rozmawiali dosyć długo, lecz wcale nie czuli upływu czasu. Razem było im tak dobrze... Dla Sary ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Jednak wiedziała, że nie jest to możliwe.

"Nic nie może przecież wiecznie trwać. Za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić. I tylko cisza, i nasze ręce, i myśl kojąca jak cierń - A jeśli tak naprawdę jest?"*

   Zza drzwi usłyszała nerwowe urywki rozmów. Była całkowicie pewna, że to rodzice. Po jej ciele rozlał się głeboki smutek i żal, że będzie musiała opuścić Michała. Oddałaby wszystko, by móc przedłużyć tę chwilę. Ale była bezsilna. Nie mogła nic zrobić. I to doprowadzało ją do szału. Bezsilność. Najgorsza z możliwych uczuć. Cholerna bezsilność...
   - Przyjechali po mnie... Moi rodzice... Będę musiała jechać...
Michał posmutniał. Z jego twarzy zniknął uśmiech.
   - No cóż... Posłuchaj, mam pomysł. Pojutrze u mojego kumpla jest impreza. Wpadniesz? Będziemy mieli dużo więcej czasu na rozmowę. - w oczach chłopaka pojawiła się iskierka nadziei. Naprawdę mu na tym zależało.
   - Ah... pojutrze? Czyli w piątek? - zaczęła niepewnie.
   - Tak...
Sara była pewna, że rodzice jej nie puszczą. Chodźby nawet stanęła na rzęsach, nie byłoby takiej możliwości. Tylko, że jej tak bardzo zależało na ponownym spotkaniu z Michałem. Poczuła w sobie siłę. Coś, czego nikt nie mógł powstrzymać.
   - Okej. Myślę, że przyjdę.
   - Masz może przy sobie jakąś kartkę i coś do pisania ?
   - Pewnie. - Sara wyjęła ze swojej torebki notatnik i wyrwała z niego kartkę. Następnie po dłuższej chwili gorączkowego szukania, udało jej się znaleźć ołówek. Podała chłopakowi, który pospiesznie zanotował na niej godzinę i adres imprezy. Gdy tylko skończył, drzwi od poczekalni z impetem otworzyły się i do środka wpadli rodzice dziewczyny. Wyglądali na naprawdę zdenerwowanych. Sara powoli wstała i posłała Michałowi ostatni uśmiech, po czym wraz z mamą i tatą wyszła, zostawiając go zupełnie samego. Jednak nie przeszkadzało mu to. Pomyślał o piątku, kiedy to znów będzie mógł spotkać się z Sarą.
   Sara, po powrocie do domu, długo nie mogła zasnąć. Była ogromnie podekscytowana nadchodzącą imprezą. Emocje były tym większe, ponieważ nigdy na domówce nie była. Postanowiła, że zrobi wszystko, żeby się tam dostać. Dla niego.

"Cause there's you and me, and all of the people - with nothing to do, nothing to prove."**

***
Udało się napisać 5 w dość szybkim czasie. Jestem z tego powodu bardzo z siebie dumna :) Jednak teraz kończy się I semestr, a ja mam dość dużo do nadrobienia, jeśli chodzi o szkołę, więc proszę o wyrozumiałość. Mam naprawdę dużo do roboty, więć na 6 trzeba będzie troszkę poczekać. Z góry przepraszam.
Pisałam przy : Plain White T's - Hey There Delilah.
Buziaki :*
_________________________________________________________________________________
Cytaty użyte w tym odcinku pochodzą z :
* Anna Jantar - Nic nie może wiecznie trwać
** Lifehouse - You and me