Chodziła w kółko po pokoju. Biła się z myślami. Jeszcze nigdy w swoim poukładanym i teoretycznie wzorowym życiu nie była w takiej sytuacji. Rozważała wszystkie za i przeciw. Czuła, że po prostu musi tam pójść.
Podniosła leżącą na podłodze torebkę i wyjęła wymiętą kartkę z niedbale napisanym adresem. Mieszkała w tym mieście od urodzenia, ale o tej ulicy jeszcze nie słyszała. Usiadła przy biurku i włączyła komputer. Czekając, aż będzie gotowy do pracy, nerwowo stukała palcami o brzeg blatu. "A co jeśli on mnie wystawił. Jeśli napisał zupełnie zmyślony adres? Może wcale nie chciał się ze mną znowu spotkać?". Szybko odgoniła te myśli. "Gdyby nie chciał, to przecież nie wspomniałby o imprezie". Kliknęła w ikonę "INTERNET" i otworzyła wyszukiwarkę "Google". Następnie weszła w mapę swojego miasta i wpisała nazwę ulicy, która widniała na kartce. Z bijącym sercem czekała aż okno wyszukiwania się załaduje. "Jest!" uśmiechnęła się do monitora. Według mapy wskazany adres znajdował się na obrzeżach miasta. Sara nigdy nie była tam sama. Jedynie przejeżdżała tamtą drogą. Dzielnica nie cieszyła się zbyt dobrą sławą. Składała się ze starych kamienic, z których część przeznaczona była na mieszkania komunalne, zamieszkana przez, tak zwany, margines społeczeństwa.
Sara przez chwilę wahała się, czy jest to miejsce dla niej. Jednak zaraz przypomniała sobie o Michale i wszystkie wątpliwości w jednej chwili stały się zupełnie bezpodstawne. W końcu będzie tam on. "A co jeśli nie przyjdzie?". W tym momencie poczuła, jak ogarnia ją złość na samą siebie. "Czemu ja zawsze tak się wszystkim przejmuję? Trzeba w końcu zrobić coś zupełnie spontanicznie". Uśmiechnęła się do swoich myśli, lecz nagle na jej twarzy znowu zagościł niepokój. "W co ja się ubiorę?!". Zdecydowanym ruchem sięgnęła po portfel i z entuzjazmem stwierdziła, że ma w niej całe sto złotych. Narzuciła sobie na ramię torbę i ruszyła na zakupy.
Czwartek popołudniu:
- Cholera - syknęła, gdy stojąc w szatni nie mogła dopiąć szarej sukienki. Zrezygnowana ściągnęła ją, ubrała się i ruszyła odłożyć cudo na miejsce. Wydawało jej się, że nic nie znajdzie i nagle ujrzała to, co naprawdę chciała mieć, a teraz okazuje się, że nie mam jej rozmiaru. Ze złości zacisnęła zęby. "Nie wierzę. Przecież musi tu być coś, co będzie nadawało się na imprezę...". Nagle jej wzrok przykuł ogromny plakat z napisem: "WYPRZEDAŻ!!! -75%!!!". "Tak!" pomyślała. Weszła do sklepu rozglądając się w poszukiwaniu upragnionego ciuszka. Jej wzrok przykuł rząd z przeróżnymi sukienkami. Podeszła do niego i zaczęła przesuwać kolejne wieszaki. Traciła już nadzieję, gdy w pewnym momencie ujrzała śliczną sukienkę. Postanowiła ją przymierzyć. Chwilę później stała już przy kasie z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Piątek, godz. 17:00:
Od samego rana nie mogła usiedzieć na miejscu. Była tak rozemocjonowana, jakby co najmniej wygrała w totolotka. Każda minuta trwała niczym sto lat. Nie potrafiła skupić na niczym swojej uwagi. Z każdą kolejną godziną coraz bardziej się denerwowała. Zaczęło docierać do niej, że po raz drugi w tym tygodniu zamierza uciec z domu. Spojrzała na zegar. Punkt 17. „Trzeba zacząć działać” – pomyślała.
- Mamo…
- Tak?
- Nie czuję się zbyt dobrze… Idę wziąć prysznic i położę się wcześniej spać.
- Może chcesz jakieś leki?
- Nie, sen mi wystarczy.
- W takim razie dobranoc. Jakbyś poczuła się gorzej, natychmiast mi powiedz.
- Okej. Papa.
„Łatwo poszło” pomyślała.
Chwilę potem stała pod prysznicem. Ciepłe kropelki wody spływały po jej nagim ciele. Uwielbiała to uczucie. Wychodziła z założenia, że mogłaby spędzić tam całe swoje życie. Niechętnie zakręciła wodę i wyszła z kabiny. Owinęła się ręcznikiem i stanęła przed lustrem. Wysuszyła i rozczesała włosy, po czy wzięła do ręki lokówkę, lekko je zakręciła i spryskała lakierem. Następnie zabrała się za robienie makijażu. Niedoskonałości zakryła korektorem, na to nałożyła warstwę podkładu i odrobinę pudru. Oczy podkreśliła czarnym cieniem, kredką do oczu w tym samym kolorze a na koniec przeciągnęła po rzęsach tuszem. Ku swojemu zaskoczeniu wyglądała naprawdę ładnie. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze i delikatnie uchyliła drzwi od łazienki. Na korytarzu nikogo nie było, więc szybko pobiegła do swojego pokoju. Zrzuciła z siebie ręcznik i ubrała swoją nową sukienkę. Spojrzała do lustra, wiszącego na ścianie. Była dumna z efektu swojej pracy. Makijaż idealnie komponował się z czarną błyszczącą sukienką „bombką”. Na koniec spryskała się odrobina perfum, pomalowała usta błyszczykiem, założyła czarne szpilki i wzięła torebkę, po czym narzuciła na siebie wcześniej przygotowany płaszcz i poszła otworzyć okno. Jej pokój znajdował się na pierwszym piętrze domku jednorodzinnego. Tuż pod oknem znajdował się dach garażu. Zdjęła buty i przełożyła prawą nogę. Następnie, kurczowo trzymając się parapetu, przełożyła lewą. Ostrożnie doszła do końca i usiadła na krawędzi. Zrzuciła nogi w dół i skoczyła w dół. Jej stopy dotknęły puszystego śniegu, wywołując nieprzyjemne uczucie. Sara szybko założyła buty, po czym ruszyła na swoją pierwszą w życiu domówkę.
***
Nie mam pojęcia, czemu tekst raz jest biały, a raz szary... Wkurza mnie to. Może ktoś wie, jak to zmienić?
Nie mam pojęcia, czemu tekst raz jest biały, a raz szary... Wkurza mnie to. Może ktoś wie, jak to zmienić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz